Dwa bolesne ciosy w końcówkach Końcowe minuty nie były sprzymierzeńcem Chrobrego w Bielsku-Białej. Głogowianie prowadzili z Podbeskidziem 1:0, ale stracone w 45 oraz 90 minucie gole oznaczają bolesną dla nas porażkę.Pierwsze fragmenty meczu należały do… 31-10-2021 08:50 autor: ŁJ Końcowe minuty nie były sprzymierzeńcem Chrobrego w Bielsku-Białej. Głogowianie prowadzili z Podbeskidziem 1:0, ale stracone w 45 oraz 90 minucie gole oznaczają bolesną dla nas porażkę.Pierwsze fragmenty meczu należały do gospodarzy, którzy znacznie częściej utrzymywali się przy piłce. Nie było z tego dużego zagrożenia dla Rafała Leszczyńskiego, a głogowianie widocznie potrzebowali trochę czasu na złapanie rytmu, bo z czasem zaczęli atakować. Jeszcze w 16 minucie piłkę po strzale Roberta Mandrysza z kilkunastu metrów pewnie chwycił Martin Polacek. Więcej problemów miał z kolejną akcją Chrobrego w 19 minucie, gdy Mikołaj Lebedyński wypuścił na czystą pozycję Dominika Dziąbka, który jednak przegrał ten pojedynek z golkiperem „Górali”. W 24 minucie już musiało wpaść, a jednak jakimś pechowym trafem tak się nie stało. Po wrzutce Marcela Ziemanna bardzo dobrze główkował Dennis van der Heijden i w sobie wiadomy sposób wybronił to swojej drużynie Polacek.Dopiero po tej serii Chrobrego groźniej zaczęło być za sprawą rywali. Jednak nie aż tak, jak wcześniej było w szesnastce Podbeskidzia. Głogowianie byli bardziej niebezpieczni i potwierdzili to w 41 minucie. Jaka Kolenc sprytnie uwolnił się spod opieki dwóch rywali i dograł do wybiegającego sam na sam z Polackiem Mateusza Bochnaka, który pewnie umieścił piłkę w środku. Niestety, Pomarańczowo-Czarni nie zdołali utrzymać korzystnego wyniku do końca. Tuż przed zejściem do szatni Podbeskidzie doprowadziło do wyrównania. Po zespołowej akcji najpierw strzelał Kamil Biliński, przy czym Rafał Leszczyński jeszcze odbił futbolówkę. Dobitka Goku, czyli Joana Romana, była już skuteczna.W drugą odsłonę lepiej zdawali się wejść piłkarze trenera Ivana Djurdjevicia, co mogło uśpić. W 59 minucie to Podbeskidzie miało świetną okazję na drugiego gola i gdyby nie jeszcze lepsza interwencja Rafała Leszczyńskiego, byłoby 2:1. Od tego momentu groźniejsi z przodu byli miejscowi. Częściej atakowali i częściej robili to w sposób składny, serią podań. Kończące to strzały Michała Janoty czy już później Dawida Polkowskiego były niecelne.Chrobry odpowiedział raz i niewiele zabrakło, by szczęście sprzyjało mu w sytuacji z 79 minuty. Po dograniu Mateusza Bochnaka, z dystansu uderzał Robert Mandrysz. Piłkę blokował Julio Rodriguez i tym zmylił bramkarza, który spodziewał się jej z jednej strony. Ta wolno zmierzała na drugi słupek i koniec końców przyszła tuż obok niego.Kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się podziałem punktów, już w 90 minucie kolejny raz spróbowali coś wykombinować gospodarze. W efekcie futbolówkę bliżej środka bramki posłał wjeżdżający w szesnastkę Ezequiel Bonifacio, a stamtąd Kamil Biliński błyskawicznym strzałem trafił na 2:1. Po tym Chrobry już się nie podniósł. Szkoda zwłaszcza pierwszej połowy, podczas której osiągnął prowadzenie i miał przewagę w niebezpiecznych okazjach. Stracony do szatni gol zmienił te oblicze.Przed Chrobrym powrót na swój stadion i mecz z Sandecją Nowy Sącz. Spotkanie 16 kolejki już w sobotę 6 listopada o godz. 18.00. Fot. Szymon Jaszczurowski tspodbeskidzie.pl